Obydwaj dawni uczniowie, wielbiciele i przyjaciele poety natychmiast zresztą zareagowali na jego esej, którym poczuli się wyraźnie obrażeni. Sarnecki rzucił do kosza posiadane przez siebie od jesieni poprzedniego roku wiersze i artykuły Norwida, którego nazwisko pojawiło się w "Echu" dopiero w poświęconym mu artykule - nekrologicznym. Sokołowski z kolei, nadal współpracujący z dziennikiem swego przyjaciela, poczuł się zmuszony do zmiany swego pierwotnego pseudonimu i, zamiast Mariusz, zaczął się teraz podpisywać Fa 1 co (lac. falco = "sokół"). Obaj, co bardzo charakterystyczne, całkowicie zmienili od tego czasu swoją dawną opinię o Norwidzie, kolportując na jego temat jedynie dokuczliwe plotki i złośliwości, bardziej ubliżające im samym aniżeli temu wielkiemu poecie i myślicielowi. W opowiadaniach Sarneckiego przedstawiał się on w rezultacie jako "krańcowy abnegat", przypominający Obłomowa; w relacjach Sokołowskiego - jako człowiek "chory i anormalny" (jakim był w rzeczywistości? Nie dowiemy się już).
Norwid .