Pamiętliwy Sarnecki i te stosunkowo niewinne złośliwości "Przeglądu" mógł przypisać inspiracji Norwida... A co z Olizarowskim? Ten, na krótko jedynie pokrzepiony pięknym wystąpieniem kolegi-poety, nadal męczył się w ciężkich warunkach zakładowych, wśród krzyków i hałasów, które raz nawet wyrwały mu spod pióra skargę gorzką a osobliwą: Chwile spokojniejsze, które trafiały się przeważnie rankiem, wykorzystywał Oiizarowski na pracę zarobkową. Norwid niejednokrotnie zresztą usiłował dopomóc wtedy nieszczęśliwemu koledze-weteranowi. Najpierw - upominając się w Krakowie, dokąd Oiizarowski wysłał na konkurs dramatyczny rękopis swego dramatu Wincenty z Szamotuł, o zwrot tego rękopisu i ostro potępiając "zatracenie pracy bolesnego męża, którego odarłszy z właściwej mu rzeczy, może przyjdą dać mu potem wsparcie i nawet ironii nie uczują!". Później - nadaremnie usiłując, "używszy różnych rąk i piór", pomóc mu przy sprzedaży rękopisu "krotogry" Złote wesele - tak to właściwie wyglądało i nie ma się czemu dziwić.
Norwid .