"Jestem pewien, że ten list poufny, co do Ciebie piszę, poślesz do pewnego redaktora w Warszawie (bo nie jesteś zbyt dyskretny), a że tak zrobisz, to gotówem pójść w zakład o cztery pisma warszawskie, które niech przepadną bodajby ze szkodą ludzkości ... że nie wytrzymasz!!..." Zaraz po niej przedmiotem złośliwości "Odrowąża", który z kolei wychwalał własną dyskrecję ("bo z natury jestem dyskretny"), stał się dziennik Sarneckiego: "Były tam i majowe ŤBluszczeť, i głośno-brzmiące ŤEchoť, i ziarnodajne ŤKłosyť..." To był przycinek bardzo jeszcze delikatny, po którym doszło jednak do wypowiedzi nieco ostrzejszej, włożonej dla ostrożności w usta wspomnianego już generała B., powiadomionego przez autora listu, że "jeden z bardzo biegłych recenzentów" dziennika Sarneckiego odmawia Świętochowskiemu talentu. - "Ha! ha! ha! - wołał rzekomo generał B. - mam ja to ŤEchoť głośno-brzmiące, ale przyznam się Panu, że nigdy go prawie nie czytuję: trzymam to dla niektórych tu mieszkających Polaków w Solurze, którzy są wielkimi zwolennikami echa, a nie cierpią żywego sł owa."
Norwid .